Publicystyka
Zobacz wszystkieRozmowa z Katarzyną Barej, autorką okładek do ZOOMa
W tym roku jesteś autorką okładek dla ZOOM’a. Czy masz już pomysł na wszystkie okładki, jako cykl czy raczej będziesz je projektować na bieżąco?
Jest to cykl, ale traktuję to dosyć luźno. Punktem wyjścia jest natura i to, jak nasz świat się przekształca i przemija.
Jaką sztukę najbardziej lubisz tworzyć? Jakie jej dziedziny są ci najbliższe?
Nie myślę o tym, jak o tworzeniu sztuki. Po prostu zazwyczaj rysuję lub projektuję pod konkretne zamówienie. Natomiast oglądać wprost uwielbiam – rzeźbę, ilustrację, malarstwo, rysunek i wszystko co jest związane z designem.
Co cię pociąga w sztuce i fotografii?
Sztuka to portal do innych wymiarów. Fotografia jest wspaniała, bo jest tym, czego akurat potrzebujemy. Może być wybiórczo lub jednocześnie: sztuką, dokumentacją, notatką, inspiracją.
Twoja twórczość jest bardzo ilustracyjna, często zabawna. Czy masz ulubionego twórcę, którego dzieła są ci najbliższe?
Raczej jest to bardzo, bardzo długa lista artystów, każdego dnia można zachwycać się czymś innym. Ale jakbym miała podać tylko jedno nazwisko, to francuski ilustrator Jean Jullien.
Z Jeanem Jullienem łączy cię na pewno oszczędna kreska i zadziorne poczucie humoru. Lubię w nim ironię, ale też ciepłe spojrzenie na ludzi. Myślę, że chwytasz uwagę odbiorców swoim „piktograficznym stylem” i satyrycznym podejściem do rzeczywistości. Ostatnio zachwyciłaś wiele osób swoimi wesołymi pinami „Szybka kawka” i „Jajeczko” zaprojektowanymi dla Materia Concept Store. Przypomniałaś mi właśnie, że w dzieciństwie uwielbiałam ostatnie strony pisma „Kobieta i Życie”, w którym wypatrywałam „Satyry w krótkich majteczkach”. Była to wspaniała odskocznia od życia w szarej, PRL-owskiej rzeczywistości. Jakie tematy podejmujesz w swoim pracach? Na co zwracasz szczególną uwagę?
Myślę, że tematy związane z naturą zawsze gdzieś się przewijają. To co liczy się dla mnie to użyteczność – kiedy moja ilustracja może być częścią jakiejś praktycznej funkcji.

Co ci daje sam akt tworzenia? Bycie z kartką papieru sam na sam. Jak się wtedy czujesz i czy jest to dla ciebie proces bardziej intelektualny czy duchowy?
Kiedy rysuję piórem to raczej dla autoterapii – i tu rzeczywiście podłożem jest kartka papieru. Rysunek „kredką” jest u mnie najczęściej cyfrowy, więc obcuję z ekranem. Kiedy jednak przez ponad 20 godzin rysuję tło, tak jak to miało miejsce w przypadku okładki styczniowej ZOOM’a, można powiedzieć, że jest to jak najbardziej forma medytacji.
Co chcesz powiedzieć poprzez swoją sztukę, jaki jest twój przekaz i do jakiej grupy odbiorców go kierujesz?
Myślę, że fajnie jest zostawiać pole do interpretacji. Nie mam misji, nie tworzę politycznie czy społecznie zaangażowanych projektów. Fajnie jest obcować z ładnymi, dobrze zaprojektowanymi przedmiotami lub usługami, więc interesuje mnie każdy odbiorca, któremu będzie milej z czegoś korzystać.