Publicystyka

Zobacz wszystkie
Felieton Teatr

Planeta Mądzik

Umarł Leszek Mądzik. Jak zawsze, kiedy odchodzi postać dużego formatu, w przestrzeni publicznej pojawia się mnóstwo słów. Trudno wyjść poza powtarzanie znanych formuł, o teatrze bezsłownej prawdy, teatrze wielkich metafor, twórcy metafizycznym. Zawdzięcza je nie tyle krytyce teatralnej, co pracy na KUL-u i wsparciu intelektualnemu tego środowiska. Zresztą, o formułach powiedział już przed laty, w roku 1988 w rozmowie radiowej z Krystyną Kotowicz, z rozbrajającą szczerością: „jest teraz tyle pojęć na to, co się w teatrze czyni, a ja to sobie tak robiłem, beztroski, jak to nazywać”, „nazwy pojawiły się potem”. Twierdził też: „Wcale bym nie chciał, aby mój teatr był do końca zrozumiały. Stałby się wtedy czymś martwym.” Ale miał też własny, niepowtarzalny język pisarski, nie tylko tłumaczenia się z własnej twórczości (co robił raczej niechętnie, albo uciekając w powtarzanie), ale i wypowiadania własnej wrażliwości. Nieco abstrakcyjny, asocjacyjny, bliższy mowie niż pisaniu, jakby tęskniący za realnością, dotykalnością przedmiotów. Pisał tak, jak się mówi, jak się opowiada, raczej – jak artysta próbuje relacjonować to, co naprawdę widzi. Te miniatury pojawiały się co jakiś czas w kwartalniku „Akcent”.

Jak na twórcę teatru słynnego z nieużywania słowa, praca Leszka Mądzika jest dobrze opisana i udokumentowana (z czego można się tylko cieszyć). Niedawno ukazały się dwie kolejne książki: „Sztuka i cierpienie” oraz „Przekaz”. Ta pierwsza przypomina wystąpienia z sesji z 1990 roku, z imponującym zestawem nazwisk: Irena Sławińska, Stefan Sawicki, Wiesław Juszczak, Ks. Józef Tischner, Ks. Janusz Pasierb, Jerzy Nowosielski. Ta druga to duże, autorskie dzieło Zbigniewa Taranienki. Do września potrwa też duża wystawa retrospektywna twórczości artysty w Centrum Scenografii Polskiej – Muzeum Śląskim w Katowicach, zatytułowana „Światło i mrok. Teatr Leszka Mądzika”.

Scena Plastyczna KUL – autorski teatr Leszka Mądzika – stworzył i współtworzył ponad dwadzieścia spektakli, które zapewniły mu miejsce w historii kultury polskiej. To bardzo dużo, choć spektakle nie pojawiały się zbyt często, we własnym rytmie, i były krótkie, pozostawiały niedosyt. Wyłaniały się z ciemności, tego słynnego Mądzikowego budulca, i w ciemność odchodziły. „Z pustym dudnieniem kulis, z przesunięciem ciemności na ciemność”, jak pisał T. S. Eliot, chyba Mądzikowi bliski.

Dlaczego więc Planeta Mądzik? Bo – wie to każdy, kto śledził twórczość artysty – własny zespół Mądzikowi nie wystarczał. Był twórcą niezwykle pracowitym, właściwie stale przemieszczał się po świecie (policzył, ze odwiedził 55 krajów), pomiędzy dziedzinami sztuki, i pomiędzy ludźmi. Tworzył, nie powołując nigdy jakiejś potężnej, formalnej instytucji, przeróżne konstrukcje, konstelacje, orbity – nie tylko w scenografii. Nie sposób wymienić ich wszystkich (zwłaszcza w krótkim tekście pisanym na gorąco, zaraz po wiadomości o odejściu artysty). Zawsze coś lub kogoś się pominie. Każdy, kto miał okazję z Leszkiem Mądzikiem się zetknąć albo z nim pracować, ma też własne wspomnienie, własnego Mądzika, chciałoby się rzec. W swoim autorskim teatrze podpisywał się jako reżyser – ale w jego koncepcji często mieściło się wiele dziedzin, od scenografii, projektów kostiumów, przez scenariusz aż po pracę z kompozytorami. Pracował wszystkimi innymi lubelskimi stałymi teatrami – jako scenograf i reżyser. Internetowa encyklopedia teatru polskiego wylicza około pięćdziesiąt realizacji teatralnych które współtworzył (głównie jako scenograf i twórca kostiumów) w całej Polsce. Do tego dochodzą spektakle zagraniczne. Tak wygląda dorobek Mądzika, artysty wizualnego pracującego w teatrze. Jako plastyk wypowiadał się też przez grafiki, projekty plakatów, a także – jako fotograf. To fotografie są chyba jego najbardziej znanymi pracami, obecnymi dzięki licznym wystawom. Jest wiele tych mniej oczywistych ról, prac i zasług Leszka Mądzika. Przez dziesięciolecia pracował także jako kurator – i to zarówno w sztukach wizualnych, jak i performatywnych – przyczyniając się do ubogacenia oferty kulturalnej Lublina, często o wystawy i spektakle twórców o światowej renomie. Od 1986 roku prowadził Galerię Sztuki Sceny Plastycznej KUL, która ostatecznie swoje miejsce znalazła pod adresem Rynek 8 na lubelskim Starym Mieście. Charakterystyczny szyld Galerii na dziesięciolecia wpisywał się w koloryt staromiejski. Na stałe w pejzaż miejski wrosły ekspozycje (plakaty, fotografie) znanych artystów, umieszczane na sporej długości odcinku płotu Ogrodu Saskiego, wzdłuż Alei Racławickich. Nie była to wiedza powszechna, ale to także galeria Mądzika, obecnie funkcjonująca pod nazwą Galeria Saska. Swoją rolę odegrał też jako jeden z współzałożycieli i tzw. komisarz festiwalu Konfrontacje Teatralne. A w ostatnich latach firmował w Centrum Spotkania Kultur Festiwal Scenografii i Kostiumów „Scena w Budowie”. I jeszcze coś – nauczyciel. W rytmie mniej więcej pięcioletnim rekrutował kolejne zespoły, co sprawiło, że z teatrem Mądzika – jako anonimowe, zagadkowe byty – zetknęły się setki młodych ludzi. Wielu, na różnych etapach, współtworzyło Scenę Plastyczną KUL, dokładało swoją cegiełkę i do treści spektakli, i do międzynarodowej kariery zespołu, a potem szło własną drogą. Głosy, jakie napłynęły z całej Polski po śmierci twórcy uświadamiają, w jak wielu sytuacjach i na jak wiele biografii twórczych wpłynął.

***

W jednej ostatnich rozmów, z Katarzyną Michalak z Radia Lublin Leszek Mądzik, już bardzo schorowany, zmienionym przez chorobę głosem, wracał do początków pracy artystycznej. Wspominał liceum plastyczne w Kielcach: „Po prostu byłem zakochany w tkaninie, w jej fakturze, w gobelinie, w kilimie. Z tego się zrobiła prawie że filozofia, nieprzypadkowo tkanina pojawiła się potem w kilku spektaklach, i to nie tylko w tytułach. W Kielcach nie tylko tkałem gobeliny, ale też projektowałem, więcej nawet, farbowałem te wełny. Kończąc liceum plastyczne, w pracy dyplomowej wprowadziłem do tkaniny nieregularny drut, ale taki kolczasty. Pomyślałem sobie teraz, że to mogło być zapowiedzią, że to [życie] nie będzie sielankowe, ciepłe. Tkanina nas zawsze przytula, w nią się zawsze zawijamy, nawet na koniec nas się ubiera w tkaninę. Ale z drugiej strony nawet kiedy się najpiękniejsze futro założy, kiedy będzie w nim taki drut, to będzie uwierało. Czyli cierpienie jest częścią życia. Bardzo mi się to zgadza z tym, co robię dzisiaj. To może był ten pierwszy zaczyn.”

Ostatni spektakl Sceny Plastycznej KUL, pojawił się na chwilę, w 2020 roku, z okazji kolejnej rocznicy. Nie wraca na scenę, wciąż jest jeszcze – jak to się mówi w branży – „niewygrany”. Nosi tytuł „Kres”. Jaki pisał aktor teatru Narodowego w jednej z nielicznych recenzji (opublikowanej na portalu Teatrologia.info): „główną postacią tego spektaklu jest ogromny przedmiot przypominający «wielkie, stare drzewo», które na samym początku zdarzenia zrzuca swe ostanie liście. Później możemy obserwować jego długo trwający upadek, po którym otwiera się, ukazując swe wnętrze pełne przedziwnych form życia. Jeszcze później podnosi się, by znów rozpaść się na dwie części, pomiędzy którymi zobaczymy tulących się kochanków, w rozwijającym się geście dramatycznego, pełnego bólu i niemego krzyku pożegnania… Okrutna scena… Na koniec drzewo podnosi się po raz kolejny i powoli zanika w ciemności wraz z dwoma wyciągniętymi ku sobie rękami wtopionymi w jego starą korę.”

Zobacz także:

Portret Jarosława Koziary.
Śmierć to nie koniec...
Koziara Tararara
Portret Jarosława Koziary.
Niemiec a sztuka polska
Koziara Tararara
Co powie(działby) tata? O Andrzeju Moliku pisze Ewa Molik
Ewa Molik
Portret Jarosława Koziary.
TOP SECRET
Koziara Tararara
Portret Jarosława Koziary.
Ekokamikadze
Koziara Tararara
Portret Jarosława Koziary.
Ruski mir
Koziara Tararara