Publicystyka

Zobacz wszystkie
Felieton Be i cacy

Śmierć to nie koniec…

Portret Jarosława Koziary.

Jako że rzeczywistość dookoła traci stabilność, nie wszyscy jesteśmy pewni swojego dalszego losu. ZUS jawi się jako nieprzewidywalny, zatem najlepszą perspektywą na przyszłość pozostaje inwestycja w życie pozagrobowe. Może nie wszyscy są do końca przekonani, że takowe istnieje, ale czegóż możemy być pewni na tym łez padole oprócz śmierci i podatków? W przepastnej puszce Pandory Internetu wygrzebałem ostatnio całkiem interesującą książkę w pliku PDF, dostępną za darmo dla każdego, którą z okazji wiosny i nadchodzących świąt postanowiłem przeczytać. „Dusza po śmierci” – najbardziej odkrywcza książka w tym temacie, autorstwa hieromnicha Serafina (Roze). No i się okazało, że śmierć to nie koniec, co nie jest takie zaskakujące dla ludzi głęboko religijnych. Także tych, którzy sami doświadczyli czasowego wglądu w zaświaty i stamtąd wrócili. Jak choćby Artur Kocięcki, aktor Teatru im. J. Osterwy, który swoje doświadczenie 30-dniowej śpiączki powypadkowej przekuł w teatralny monodram.

Mnich asceta przytacza masę przykładów i źródeł takowych wycieczek i ma swoje zdanie na ten temat. Jest przekonany, że większość opisów nie oddaje prawdziwego wglądu w tamtejszą nierzeczywistą rzeczywistość, że to demony teatralizują chwilowy wgląd w zaświaty tak, by wizytujący wrócił z fałszywym wglądem, który nie jest taki sielankowy, jak by się wydawało podczas pierwszej wizyty. Dowodzi, że tylko ludzie głęboko religijni doświadczają zaświatów takich, jakimi są, a nie jakimi zdają się być, a pobyt na stałe znacząco różni się od czasowego. Z dalszej części lektury dowiadujemy się, że jak już ciało obumrze, dusza żyje dalej. Przez dwa pierwsze dni cieszy się względną swobodą i może odwiedzać drogie jej miejsca na ziemi, trzeciego dnia przenosi się do innych sfer. Następnie przechodzi przez legiony złych duchów, które zagradzają jej drogę i oskarżają ją o różne grzechy, do których same je kusiły. Jeśli uda się jej przedrzeć przez ten kilkunastoetapowy tor przeszkód, pokłoniwszy się Bogu w przeciągu 37 dni dusza odwiedza przybytki niebieskie i otchłanie piekielne, nie wiedząc jeszcze, gdzie pozostanie, dopiero na czterdziesty dzień wyznaczone jej zostanie miejsce, w którym przebywać będzie aż do zmartwychwstania umarłych. Jedne dusze czują przedsmak wiecznej radości i szczęścia, inne strach przed wiecznymi mękami, które nadejdą w pełni po Sądzie Ostatecznym. Aż do tego momentu zmiany są wciąż możliwe dzięki modlitwom. Pewnego dnia cały ten poddany zepsuciu świat dobiegnie końca i zaświta trwające na wieczność Królestwo Niebieskie, w którym dusze odkupione połączą się ze zmartwychwstałymi ciałami.

No cóż, pozostaje mi wierzyć, że jeśli ktoś zachowywał się Tutaj uczciwie i przyzwoicie, a zawrotnej kariery nie zrobił, może Tam będzie miał zgoła inne notowania. I z pieśnią na ustach Nicka Cave’a Death Is Not the End” wypatruję świetlanej przyszłości.

 

Zobacz także:

Planeta Mądzik
Grzegorz Kondrasiuk
Portret Jarosława Koziary.
Niemiec a sztuka polska
Koziara Tararara
Co powie(działby) tata? O Andrzeju Moliku pisze Ewa Molik
Ewa Molik
Portret Jarosława Koziary.
TOP SECRET
Koziara Tararara
Portret Jarosława Koziary.
Ekokamikadze
Koziara Tararara
Portret Jarosława Koziary.
Ruski mir
Koziara Tararara