Publicystyka
Zobacz wszystkieSztóka
Od czasu do czasu na forum publicznym mieli się takie pojęcia jak sztuka i artysta. Abstrakt i status szeroko komentowany przez vox populi, bo przecież w obecnych czasach każdy ma coś do powiedzenia nawet w przypadku, gdy nie ma nic. Zazwyczaj wszystko się kręci w ramach przewidywalnego schematu.
Lwiej części prawicowego elektoratu sztuka potrzebna jest jak zającowi dzwonek, a artysta to naćpany łachudra wytwarzający nikomu niepotrzebne bohomazy o niczym. Jeśli akceptują jakiekolwiek twory artystycznej aktywności, to tylko te pomnikowe, które opowiadają o wyjątkowych czynach ich narodowych bohaterów, z którymi aktualnie się utożsamiają. Forma i jakość tych dzieł ma już drugorzędne znaczenie. Wszystko inne to lewicowe, badziewne dziwadła, niegodne zaistnienia, które niczemu nie służą, tylko wyłudzaniu nieograniczonej ilości publicznych dutków. Dyskusje z takimi znawcami sztuki są jałowe i nigdy nie prowadzą do żadnego konsensusu. Po drugiej stronie barykady jest część społeczeństwa, bardziej otwartego na nieoczywistość, ciekawość świata i otwartość na obcego i innego. Niewielki fragment tej społeczności zainteresowany jest sztuką i jej doświadczaniem, a w tym egzotycznym podzbiorze są niesformatowani artyści. Niewielki wyimek wrażliwych ludzi, którzy nie godzą się na kierat schematycznej codzienności. Uprawiają sztukę pozbawioną chomąta służalczości, zmagają się ze samym sobą i ze światem. Czasami warto ich posłuchać, bo może widzą, słyszą i czują więcej, a ich wrażliwość jest wartością dodaną do naszej powszedniej egzystencji.
Kupuj sztukę od żyjących artystów, bo martwi nie potrzebują pieniędzy – można przeczytać na jednym z miliarda internetowych memów. Z drugiej strony oczekiwanie na mannę z nieba może źle się skończyć. Kilkadziesiąt lat temu sam sobie zadeklarowałem, że będę żył sztuką, dla sztuki i ze sztuki. Po latach się okazało, że jest to możliwe, choć wcale nie jest to takie łatwe. Ciągle pracuję nad kilkunastoma projektami jednocześnie, po kilkanaście godzin dziennie. Wizualizuję sobie porażkę i to mnie aktywizuje do działania.
35 lat temu w pracy magisterskiej zawarłem definicję sztuki i ciągle się jej trzymam: Jest miodem i kwasem na własne „Ja”. Jest wytworem dodatkowym, podażą bez popytu.
Jest próbą fałszowania teraźniejszości dla przyszłości poglądów o przeszłości. Jest sposobem na wypełnienie czasu, aż do śmierci. Jest tworem zarażonego umysłu, jest sianem, którym łatwo się wykręcić. Jest lepem, do którego łatwo się przykleić. Jest rechoczącą żabą, sztuczną różą przy kożuchu, pudernicą starszej pani, różowym binoklem. Jest tym, czego w naturze nie ma, czego być nie musi, choć może być. Jest nieślubną siostrą natury, z którą żyje czasami w zgodzie, czasami dostaje tęgie lanie i musi się od niej dużo nauczyć, tylko bez ślepego naśladownictwa.
Sztuka nie daje przepisu na życie, ale jest deklaracją kolejnych wątpliwości.